TAJEMNICE WIELICZKI (3) – Wieliczka od prehistorii po X wiek część 1.
Wieliczka, zanim się nią stała. Co kryła ziemia pod miastem, zanim ktoś wydobył pierwszą bryłę soli
Na biurku, między segregatorami a mapą pociętą kolorowymi kropkami, leży coś, co łatwo byłoby przeoczyć: mały, poszczerbiony kawałek krzemienia. Jarosław Fraś, kierownik Działu Archeologicznego Muzeum Żup Krakowskich, wyjmuje go bez pośpiechu, jakby pokazywał zdjęcie z rodzinnego albumu.
– To jest z Janińskiej. Stanowisko 112 – mówi krótko.
Obok, na drugim końcu blatu, ktoś ostrożnie stawia drugi przedmiot: częściowo zrekonstruowany, kruche gliniane naczynie o spiczastym dnie. Trzeba go podeprzeć, bo sam nie ustoi. Forma typowa do warzenia soli w okresie neolitu – tłumaczy badacz. Naczynie nie jest z Wieliczki, ale takich samych używano u nas.
Dwa przedmioty, dwie różne epoki, jeden wspólny mianownik: pod dzisiejszą Wieliczką, pod chodnikami, przystankami autobusowymi i trawnikami osiedlowymi, leżą pozostałości osad dużo starszych niż kopalnia, Zamek Żupny czy legenda o Świętej Kindze. Miejsce, które przez tysiące lat, choć chętnie zasiedlane, nie miało znanej nam nazwy, a na kartach spisanej historii pojawiło się dopiero w okresie średniowiecza. To prawdziwe tajemnice Wieliczki.
Miejsca, których nie da się ułożyć w jednej kolejności
Zanim zapytaliśmy o konkretne stanowiska, zadaliśmy pytanie o metodę: czy o pradziejach Wieliczki lepiej opowiadać miejsce po miejscu, czy epoka po epoce?
– I tak, i tak nie jest prosto – odpowiedział archeolog. Wieliczka to teren, którego krajobraz przez ostatnie 1000 lat uległ diametralnym zmianom. Widoczne i dostępne niegdyś, źródła i liczne cieki wodne zanikły lub zostały ujęte w ukryte pod ziemią kanały. Doliny potoków i rozdzielające garby terenowe dolinki zostały w wielu przypadkach zasypane. Tych cieków na powierzchni już dziś nie widzimy, ale jeśli weźmiemy stare mapy, to je znajdziemy. Rozwijające się miasto oraz kopalnia przekształciły teren w sposób drastyczny i podporządkowany współczesnym potrzebą. Jeśli chodzi o stałość osadnictwa to obszar dzisiejszej Wieliczki
nie jest linią prostą prowadzącą od paleolitu do średniowiecza. Jest raczej mozaiką, którą nalży ułożyć: te same wzgórza i te same doliny wracają w kolejnych epokach, zasiedlane przez różne, często zupełnie obce sobie społeczności. To nie jest tak, że osady istniały przez tysiące lat – zastrzega pracownik muzeum. To były raczej konkretne miejsca, do których z przerwami, czasem wielowiekowymi ludzie wracali.
I jeszcze jedno zdanie, które warto zapamiętać na start: W samej Wieliczce mówienie, w którym miejscu dokładnie znajdują się materiały archeologiczne, jest utrudnione o tyle, że one są wszędzie. Nie jest tak prosto. Innymi słowy: nie ma tu jednego miejsca do zwiedzania. Jest całe miasto.
Zanim była sól, była woda
Dzisiejsza Kotlina Wielicka wygląda na suchą, uporządkowaną przestrzeń miejską. W rzeczywistości pod asfaltem wciąż płyną zapomniane dawne cieki. Kiedy budowano w centrum miasta Biedronkę, okazało się, że częściowo stoi na dawno zasypanym cieku wodnym, który jest udokumentowany na starych mapach, a fragmenty jego betonowej obudowy odnaleziono w trakcie prac remontowych na ul. Słowackiego. Fraś wspomina też okresy, gdy w rejonie dzisiejszej Mediateki i poniżej klasztoru stała woda. Warstwy mułów wodnych rozdzielają tam materiały z okresu lateńskiego i wpływów rzymskich od śladów osadnictwa z XII–XIII wieku. Istniały też cieki wodne zasilające fosę miejską .
Od najdawniejszych czasów do wody słodkiej i słonej docierała zwierzyna. Za zwierzyną szli myśliwi. Niekoniecznie w pierwszym momencie chodziło o bezpośrednie korzystanie ze źródeł słonych – zauważa archeolog. To mogło być raczej polowanie, docieranie do wody, zakładanie obozowisk. Dopiero z czasem korzystanie ze źródeł stało się czymś więcej.
Tu pojawia się zastrzeżenie, które będzie wracać w tym tekście wielokrotnie: nie każde źródło musiało istnieć nieprzerwanie; nie każde musiało być słone przez cały czas swojego funkcjonowania. Część źródeł mogła występować okresowo, a zawartość soli w wodzie być zróżnicowana – tłumaczy badacz.
Innymi słowy: nie wolno zakładać, że skoro dziś wiemy, iż pod Wieliczką jest sól, to każdy człowiek, który tu kiedykolwiek stanął, od razu to wiedział i od razu ją wykorzystywał.
Ślady Paleolitu
Najstarszy rozdział tej historii trzeba pisać z wyjątkową ostrożnością. Wystarczy krótka obecność ludzi, niewielkie obozowisko – mówi Fraś o okresie schyłkowego paleolitu, czyli sprzed ponad 10 tysięcy lat przed naszą erą, żeby na terenie Wieliczki zachowały się pojedyncze zabytki. Pojedyncze to słowo klucz. Z paleolitu w samej Wieliczce niespecjalnie mamy dużo znalezisk – przyznaje wprost kierownik działu archeologii, odcinając się od pokusy robienia z tego sensacji. Wcześniejsze ślady zniszczył zresztą lodowiec: na terenach między Rabą a Wieliczką najstarsze znaleziska liczą sobie kilkanaście tysięcy lat, podczas gdy w sąsiednim Krakowie choćby w rejonie dawnej ulicy Spadzistej, gdzie badano słynne stanowisko łowców mamutów, archeolodzy trafiają na dużo starszy materiał.
To sąsiedztwo ma zresztą swój niespodziewany epizod. Gdy pod koniec XIX wieku Austriacy prowadzili prace przy dzisiejszej Cegielni (tam, gdzie dziś stoi hotel), miały tam zostać odkopane kości mamucie, udokumentowane podobno w ówczesnej prasie, ze zdjęciami i wywiezione do muzeum w Wiedniu. To jest informacja historyczna – zastrzega Fraś, gdy pada to pytanie. Nie znalazły się w naszych zbiorach. Jeśli chodzi o mamuty to mamy dosłownie drobne rzeczy: dwa kły, jeden ząb i niekoniecznie nawet z samej Wieliczki.
Najstarsze pewne ślady pobytu człowieka w okresie schyłkowego paleolitu z terenu samego miasta wiążą się z rejonem ulicy Janińskiej. To właśnie stąd pochodzi krzemienny grocik pokazany na początku tej rozmowy. Pojedyncze zabytki kluczowe słowa. Z paleolitu w samej Wieliczce mamy nie za dużo znalezisk. Podobnie z okresu mezolitu. Znaleziska te doczekały się zresztą zbiorczego opracowania, które ukazało się w 2021 roku na łamach muzealnego rocznika. Z kulturami archeologicznymi bywa tak, że pewne rzeczy są dość płynne – zaznacza archeolog. Mezolit, czyli środkowa epoka kamienia, w całym regionie przynosi nieco więcej znalezisk, ale wciąż mówimy o obozowiskach i zapewne dość częstych zmianach miejsca pobytu, nie o stałych wieloletnich zabudowanych domami osadach.
Rolnicy nad solanką
Prawdziwy początek pradziejowej Wieliczki zaczyna się dopiero w neolicie i to z rozmachem.

Wieliczka, stanowisko 112 (ul, Janińska), schyłkowy paleolit, ok. 10 000 lat p.n.e. Fot. B. Zapadlińska
Osadnictwo neolityczne jest tu bardzo bogate – mówi pracownik MZKW. Jego ślady dostrzegamy na większości zarejestrowanych stanowisk archeologicznych. Trzeba wiedzieć, że w samej Wieliczce takich miejsc jest kilkaset. Można powiedzieć, że nasze miasto to właściwie jedno wielkie stanowisko.
Najstarsza fala osadnicza wiąże się z kulturą ceramiki wstęgowej rytej. Pierwszymi w pełni rolniczymi społecznościami na ziemiach polskich, które dotarły tu zza Łuku Karpat z kręgu kultur naddunajskich w VI tysiącleciu p.n.e. W granicach dzisiejszej Wieliczki ich ślady odnaleziono m.in w: Krzyszkowicach, dziś części miasta graniczącą z Krakowem; na pograniczu z wsiami Rożnowa, Zabawa czy Lednica Górna. Nie brakuje też znalezisk w prawie w samym centrum miasta, choćby przy wzmiankowanej wcześniej już ulicy Janińskiej.
W ciągu następnych stuleci pojawiają się na terenie Wieliczki kolejne fale rolników i hodowców z kręgu kultur naddunajskich określanych mianem cyklu lub kręgu lendzielsko-polgarskiego. Wyróżniają się tu słabo jeszcze rozpoznana pod względem osadniczym na terenie miasta kultura malicka, czy rozwijająca się w V tysiącleciu p.n.e. grupa pleszowsko-modlnicka – opowiada archeolog.
Zabytki kultury malickiej zidentyfikowano na przebadanym na większą skalę wielokulturowym stanowisku 112, położonym rejonie ulicy Janińskiej, Jasnej, Krótkiej i Stromej, przy dawnym sądzie. To bardzo ciekawe i duże stanowisko – mówi. Najstarsze pozyskane z tego miejsca zabytki pochodzą z schyłkowego paleolitu, a najmłodsze pamiętają czasy zaboru austriackiego, co czyni je jednym z najbardziej wielokulturowych punktów w całym mieście.
Neolityczna Wieliczka nie kończy się na Janińskiej zabytki nieco młodszej grupy pleszowsko-modlnickiej odkrywane są w każdym zakątku. Osadnictwo tego okresu odnaleziono też pod dzisiejszym cmentarzem wielickim, na niemal wszystkich okalających miasto wzniesieniach, a także w samym sercu współczesnego centrum. Prowadząc badania na Rynku Wielickim, przy zamku, ślady neolitycznego osadnictwa wychodziły dość liczne – opowiada Fraś. Nasz kolega archeolog, Szymon Pawlikowski, natrafił na nie prowadząc badania związane choćby z remontem plebani czy samego Zamku Żupnego.. To nie są małe, punktowe znaleziska. Są całe strefy, które w tamtym czasie były użytkowane bardzo intensywnie. Znaczna część artefaktów to znaleziska związane z warzelnictwem solnym.
Zanim powstał Zamek Żupny funkcjonowały na jego miejscu starsze osady. Rejon zamku (numerowany w dokumentacji jako stanowisko II) był przedmiotem badań archeologicznych prowadzonych m.in. przez Helenę Burchard i Antoniego Jodłowskiego. Prowadziła je również w 1994 roku Jadwiga Duda, (pracująca w tamtych latach w MŻKW), znana wielicka regionalistka i badaczka historii miasta, a obecnie prowadzi je Szymon Pawlikowski.
Osobny, ważny rozdział to okolice dzisiejszego Kampusu Wielickiego. Tam, gdzie dziś stoją domy jednorodzinne i przedszkole, jeszcze trzydzieści lat temu ciągnęły się pola uprawne. Za kampusem było niegdyś bardzo rozwinięte osadnictwo, też neolityczne – mówi Fraś. Zostało w jakiejś części przebadane, ale nie wszystko, nie do końca. Podobny los spotkał stanowiska na pograniczu Wieliczki, Rożnowej i Sierczy.
Naczynia, w których warzono sól
Zanim powstała kopalnia, sól pozyskiwano z występujących na powierzchni źródeł metodami warzelniczymi, czyli odparowywano wodę w naczyniach ustawianych nad ogniem. Były to najczęściej dużych rozmiarów naczynia w kształcie pucharów i mis. Sól suszono na matach lub dosuszano i porcjowano w mniejszych pojemnikach potocznie zwanymi brykietażami.
Warto tu wspomnieć z pełną ostrożnością. na jaką zasługuje, o Baryczy, dziś części Krakowa graniczącej z Wieliczką od strony Krzyszkowic. Przez dekady uchodziła ona za najstarsze, w pełni rozpoznane stanowisko z urządzeniami do pozyskiwania solanki w regionie, datowane na neolit. W 1970 roku w podziemnej ekspozycji muzeum stanął model neolitycznej warzelni z Baryczy. Nowsze analizy tę klasyczną datację jednak rewidują. Nasze badania trochę podważają tę interpretację – mówi wprost Fraś. Poza za dużą ilością zabytków neolitycznych odkryto również artefakty z okresu lateńskiego i wpływów rzymskich. Gro z nich można przypisać do celtycko-przeworskiej grupy tynieckiej, czy nieco młodszej kultury puchowskiej. Uzyskane daty C14 wydają się wspierać nową interpretację.
Ślad tej rewizji można prześledzić w wydawanych przez muzeum „Studiach i Materiałach do Dziejów Żup Solnych w Polsce”. W tomie z 2019 roku ukazało się „Nowe spojrzenie na materiały archiwalne”, wiążące ośrodek warzelniczy w Baryczy z ludnością kultury łużyckiej, a więc z epoką brązu i wczesną epoką żelaza. Pięć lat później w tomie z 2024 roku, opracowano archiwalne materiały z kompleksu stanowisk Barycz-Krzyszkowice obejmujące okres od lateńskiego po młodszy okres rzymski i to właśnie ten celtycko-rzymski wątek archeolog Fraś miał na myśli. To jeden z ważniejszych momentów tej opowieści, dowód na to, że archeologia w Polsce wciąż pisze się na nowo, a ustalenia sprzed dekad, nawet te utrwalone w muzealnych gablotach i publikacjach są dziś rewidowane.
Niezwykle ważne jest w tym kontekście Stanowisko IV. Jest ono bezcenne z uwagi na lokalizację w samym współczesnym turystycznym sercu Kopalni Soli Wieliczka. Znajduje się tuż przy Szybie Daniłowicza. Podczas prac budowlanych prowadzonych przez Muzeum Żup Krakowskich dokonano tam niezwykle ważnych odkryć. Archeolodzy odnaleźli wczesnośredniowieczny zespół warzelniczy. Odkryto czternaście palenisk, zbiornik na solankę oraz trzy rowki doprowadzające wodę z wyższych partii zbocza. W tym samym miejscu badacze natrafili również na ślady dużo starszego osadnictwa neolitycznego.
Produkcja soli z solanki nie była też jedynym zajęciem tamtejszych mieszkańców, choć łatwo tak sobie ich wyobrazić. Ludzie, którzy zajmowali się warzelnictwem, ewidentnie trudnili się też rolnictwem, wyprawianiem skór, handlem, wszystkim innym, co było potrzebne do przetrwania – podkreśla archeolog, omawiając materiały ze stanowiska IV, łączone z neolityczną grupą pleszowsko-modlnicką. Wskazują na to choćby narzędzia: krzemienne wkładki do sierpów osadzane w kościanych oprawkach, służące do żęcia zboża. Hodowano bydło, owce, kozy, świnie. Domy stawiano najczęściej w konstrukcji słupowej – jak można się domyślać z rozkładu znalezisk.
Rolnictwo zresztą nie było tylko sposobem na przeżycie, ale również motorem demograficznym całej epoki. Funkcjonowanie człowieka zmienia się od momentu neolitu, czyli przejścia na rolnictwo – tłumaczy Fraś. Zasoby można było przechowywać dłużej, a to przy sprzyjających warunkach klimatycznych pozwoliło rosnąć populacji. Lud koczowniczy, czy zajmujący się tylko zbieractwem i łowiectwem, który musi się przemieszczać, ma w tym względzie naturalne ograniczenia.
Stąd biorą się, jak to nazywa Jarosław Fraś, prawdziwe „eksplozje osadnicze”. Momenty gwałtownego przyrostu liczby stanowisk i materiałów związane z demograficznym wzrostem populacji. Bogate ślady po osadnictwie pradziejowym najlepiej zostały rozpoznane w badaniach prowadzonych wzdłuż trasy autostrady A4. Od początku neolitu w rejonie Wieliczki, z krótkimi przerwami, liczba powstających osad rośnie skokowo po czym, w kolejnych fazach, równie wyraźnie spada. Populacja się kurczy, potem znów rośnie. To zależy od warunków klimatycznych, wyjałowienia gleby. Nie da się tego sprowadzić do jednej, prostej przyczyny. Dla odmiany, istniały okresy w których rosła rola pasterstwa – wylicza Fraś.
Brąz, żelazo i cisza w grobach
Z lat trzydziestych XX wieku pochodzi jedno z ciekawszych, choć dziś już nieodtwarzalnych znalezisk. Przy dawnej ulicy Kozi Rożek (dziś w rejonie ulicy Kopernika) odnaleziono grób związany z kulturą ceramiki sznurowej. Dawniej nazywaną kulturą toporów bojowych, bo w męskich grobach regularnie trafiano na kamienne topory. Sam zabytek zaginął podczas drugiej wojny światowej.

Wieliczka, stanowisko 2 (Zamek Żupny), wczesna faza kultury łużyckiej, ok. 1300-1100 lat p.n.e., zachowana w całości smukła siekiera z brązu, z piętką lejkowatą, Fot. D. Kołakowski
Prawdziwie duży wzrost osadnictwa w rejonie Wieliczki – „druga eksplozja”, przynosi jednak dopiero kultura łużycka, obecna na ziemiach polskich od około 1300 do 400 roku przed naszą erą, a więc obejmująca schyłek epoki brązu i sporą część wczesnej epoki żelaza. Tych zabytków jest dosyć dużo – mówi Fraś, wskazując znów na stanowisko 112, a także tereny w stronę Zabawy i za Kampusem Wielickim.
Ceramika techniczna tego okresu wyraźnie się zmienia. Na początku dominują duże misy i puchary, nawiązujące jeszcze do starszych form. Z czasem pojawiają się małe, w miarę ustandaryzowane naczynka w kształcie kielichów. Ich zbliżone rozmiary sprawiają, że część badaczy podejrzewa, że były to foremki do porcjowania soli, która mogła pełnić rolę waluty. Nie wiemy tak naprawdę, ile soli produkowano i jakie było na nią zapotrzebowanie. Używano jej nie tylko w celach spożywczych, ale także przy m.in. garbowaniu skór, sferze sacrum.
Zaskakujące jest to, że w samej Wieliczce z tego okresu nie znaleziono żadnego cmentarzyska. W okolicznych miejscowościach tak, ale nie w samym mieście. Padło nawet konkretne pytanie o Park Mickiewicza, popularne wśród mieszkańców miejsce bezcenne historycznie, a nie oznakowane – Nic mi o tym nie wiadomo, żeby tam było jakieś cmentarzysko z epoki brązu – odpowiada Fraś bez wahania.
Czy więc go tam po prostu nie ma, czy tylko go nie znaleziono? – Mogło nie być. Mogło zostać zniszczone, zorane – mówi. Rozstrzygnąć się tego nie da.
Ciekawy jest też wątek zamożności, a raczej jego braku. Wyposażenie grobów kultury łużyckiej w regionie Wieliczki jest wyraźnie skromniejsze niż na przykład na Śląsku. Występują natomiast skarby złożone z przedmiotów z brązu. Za przykład mogą posłużyć te odkryte w Niepołomicach i Podłężu. Jeżeli weźmiemy osadnictwo po drugiej stronie Wisły z tego samego czasu, to jest ono dużo bogatsze – przyznaje wprost Fraś. Tutaj to bogactwo, jeśli miałoby się na czymś opierać, to w dużej mierze na soli.
To zdanie warto zapamiętać, bo rozbija najprostszą, najbardziej kuszącą wersję tej opowieści. Tę, w której Wieliczka od zawsze była miejscem wyjątkowego dobrobytu. Rzeczywistość jest skromniejsza i bardziej ludzka. Rolnicy i solowarzy żyli na przeciętnych, niekoniecznie najlepszych glebach, dla których sól była tym, co mieli do zaoferowania ich światu.
Rowy, osadniki i ludzie znad klasztoru
Ostatnie wieki przed naszą erą i pierwsze wieki naszej ery to okres, w którym Wieliczka znajduje się na styku kilku fal kulturowych: elementów celtyckich, potem grupy tynieckiej, łączącej wpływy celtyckie z kulturą przeworską i wreszcie kultury puchowskiej.

Wieliczka, stanowisko 11 (miejsce znalezienia), (środkowy neolit, kultura pucharów lejkowatych- ok. 4200-2800 lat p.n.e.). Czworościenna siekiera krzemienna, Fot. K. Kozłowski
Najważniejszym miejscem dla tego etapu jest stanowisko XI. Na zachodnich rubieżach dzisiejszego miasta w okolicy klasztoru i dawnego parkingu PKS. Badania prowadzono tam już w 1968 roku, a potem w latach 1991–1992. Z tego czasu pochodzą badane przez Kazimierza Regułę urządzenia solankowe złożone z rowków i odstojników – mówi Fraś.
Warto przez chwilę zatrzymać się w tym miejscu, bo to jeden z najbardziej namacalnych obrazów w całej tej historii. System rowków prowadził solankę do dużego, płytkiego osadnika, w którym woda mogła się oczyścić z zanieczyszczeń, dając czystszy, lepszy produkt końcowy. Obok znaleziono paleniska, na których ustawiano gliniane naczynia.
Rejon ten kryje też coś, czego mieszkańcy Wieliczki się nie domyślają, mimo że codziennie po nim chodzą, albo czekają na autobus. Czyli tam, gdzie ludzie wsiadają, gdzie jest cała komunikacja, to pod spodem są stanowiska archeologiczne? – Padło pytanie wprost. – Tak – potwierdził Fraś. Częściowo już niestety zniszczone.
Pod parkingiem, jak tłumaczy, odkryto ślady zabudowy drewnianej, studnie, zbiorniki zrobione z beczek, najprawdopodobniej pozostałości warzelni. Problem w tym, że nawarstwienia w tym miejscu sięgają od wczesnego średniowiecza aż po wiek XVII, a teren był w pewnym momencie prawdopodobnie właśnie wtedy celowo wyrównany i utwardzony warstwą iłu, przykrywającą to, co było wcześniej.
Akurat to miejsce ma też swoją niezależnie potwierdzoną historię. Tuż przy dzisiejszym parkingu, w pobliżu dawnej restauracji „Kryształ” (obecnie „Kmita”), badania archeologiczne z lat 1979–1981 i z początku XXI wieku odsłoniły starą studnię solankową o głębokości 6,5 metra. Uczestniczka rozmowy pamięta ją jeszcze z dzieciństwa. Drewnianą cembrowinę z żurawiem, którym wyciągano solankę. To była rekonstrukcja, robiona przez profesora Antoniego Jodłowskiego, pozostały dawne rysunki i zdjęcia – potwierdza Fraś, ale z niewiadomych mi powodów została ona rozebrana i zasypana.
Odkryty w Wieliczce zespół urządzeń solankowych, będący fragmentem wczesnośredniowiecznej warzelni oraz domniemany szyb górniczy z tej samej epoki miały w latach siedemdziesiątych XX wieku formalny status dwóch rezerwatów powierzchniowych pod opieką muzeum – tak opisywał je muzealny rocznik w 1977 roku. Jeden z nich, ten na dziedzińcu Zamku Żupnego, istnieje do dziś, drugi zniknął pod nawierzchnią parkingu. W tej samej okolicy prowadzono bez powodzenia poszukiwania legendarnego szybu Goryszowskiego – jednego z najstarszych wielickich szybów górniczych, którego dokładne położenie do dziś nie zostało ustalone.
Trzysta lat milczenia
Po okresie wpływów rzymskich w wielickiej ziemi zapada cisza. Mamy problem, jeżeli chodzi o wczesne średniowiecze – mówi archeolog. Materiały z okresu mniej więcej od VI do IX wieku są tak nieliczne i tak trudne do jednoznacznego datowania, że nie sposób zbudować z nich spójnej narracji. W Wieliczce nie mamy takich materiałów, które moglibyśmy stuprocentowo określić na dziewiąty czy ósmy wiek – dodaje.
To nie znaczy, że w tym czasie nikt tu nie mieszkał. Znaczy to tylko, że ślady albo jeszcze nie zostały odnalezione, albo zostały zniszczone przez późniejszą, intensywną zabudowę, a dolina, w której leży dzisiejsze centrum miasta, bywała w tamtym czasie okresowo zalewana, co dodatkowo utrudnia odczytanie tej warstwy.
Jest jeden wyjątek: w rejonie Rożnowej, badanym w latach dziewięćdziesiątych przez archeolog Jadwigę Dudę odnaleziono ślady osadnictwa sięgające VI–VII wieku – jedne z najwcześniejszych w całej okolicy. Problem w tym, że ceramika w wielu przypadkach nie jest precyzyjnym datownikiem i niektóre jej formy mogą się przeżywać nawet kilka wieków. To nie jest dobry wyznacznik chronologiczny – podsumowuje.
Próg
Im bliżej X i XI wieku, tym grunt dosłownie i w przenośni robi się nieco pewniejszy, choć wciąż daleko mu do twardości.
Jednym z najważniejszych miejsc tego etapu jest stanowisko IV, leżące właściwie w tym samym miejscu, w którym prowadzona była nasza rozmowa, tuż przy szybie Daniłowicza. Dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych wejść do kopalni. Badano je w latach sześćdziesiątych XX wieku przy okazji budowy budynku, który miał być pierwszą, naziemną siedzibą muzeum. Sama tradycja wykopalisk w Wieliczce jest zresztą niewiele starsza. Zapoczątkował ją w 1960 roku Alfons Długosz, legendarny twórca Muzeum Żup Krakowskich, zapraszając do miasta archeolog Helenę Burchard z krakowskiego Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN. Cztery lata później prace przejął młody wówczas Antoni Jodłowski i to jego zespół „cofnął”, jak z dumą pisano w muzealnych sprawozdaniach, początki tutejszego warzelnictwa o kilka tysiącleci względem wcześniejszych ustaleń.
Te badania dostarczyły między innymi pewnej ilość zbytków z okresu neolitu, a co najważniejsze odkryto konstrukcje łączone zarówno przez Helenę Burchard, jak i Antoniego Jodłowskiego warzelnictwem wczesnośredniowiecznym – dopowiada Fraś. Niestety, do tej pory wyniki tych prac nie są do końca opracowane.
Osobny, mniej znany wątek to okolice dzisiejszej ulicy Sienkiewicza. dawna Mierzączka. W jej rejonie osadnictwo jest też na pewno wczesnośredniowieczne, sięgające przynajmieni X–XI wieku – potwierdza Fraś, odwołując się do wcześniejszych ustaleń profesora Jodłowskiego. To właśnie o tę okolicę toczył się kiedyś spór, dziś już niemal zapomniany. Austriaccy urzędnicy oddzielali granicę miejską, od wójtowskiej i twierdzili, że tajemnicze, znane ze źródeł historycznych „Pogorzelisko” leżało po jednej stronie, a Wieliczanie, że po drugiej, właśnie w rejonie Mierzączki. Spór wygrali wtedy Austriacy. Czy słusznie? Tego nikt już dziś z pewnością nie rozstrzygnie, choć samo jego istnienie pokazuje, że mieszkańcy miasta od dawna czuli, iż stoją na czymś starszym, czego niż widać na powierzchni.
Podczas badań na Rynku odnaleziono fragmenty drewnianych rur dawnego wodociągu. Poddano je analizie dendrochronologicznej – metodzie datowania na podstawie słojów drewna, precyzyjnej z dokładnością do roku. Specjalista określił rok ścięcia drzewa (na pniu zachowały się jeszcze elementy kory) na 1801. Austriackie mapy pokazują z kolei, że ten rurociąg układano rok później, w 1802.
To krótki, ale ważny kontrast z resztą tej opowieści. Tam, gdzie zachował się odpowiedni materiał – drewno z korą, warstwa niezniszczona przez późniejsze wykopy, archeologia potrafi być zaskakująco precyzyjna, dokładna niemal jak akt notarialny. Tam, gdzie takiego materiału nie ma zostają tylko przesłanki, analogie i hipotezy.
Zamiast zakończenia: dwa języki jednej opowieści
Rozmowa, z której powstał ten tekst, wracała raz po raz do jednego wątku. Z jednej strony potrzeby opowiedzenia czegoś, co poruszy Czytelnika, da mu poczucie dumy z miejsca, w którym mieszka. Z drugiej obowiązku powiedzenia tylko tego, co naprawdę wiadomo, ani grama więcej.
I jedno i drugie, co ukazano w tym tekście, jest aktualne. Prawda o pradziejowej Wieliczce jest naprawdę niezwykła. Kilkaset stanowisk archeologicznych na obszarze jednego miasta, warstwy sprzed tysięcy lat pod przystankiem autobusowym, naczynia do warzenia soli leżące dziś pod płytami wielickiego rynku, stanowiska osadnictwa neolitycznego, warzelnie w której pozyskiwano solankę z okolicy szybu Daniłowicza. Ta historia wciąż nie jest domknięta. Część materiałów z lat sześćdziesiątych czeka w muzealnych magazynach na opracowanie, którego jeszcze nikt nie zdążył wykonać. Część stanowisk, jak Barycz, zmienia swoją interpretację wraz z każdym nowym sezonem badań. W zbiorach znajdują się zabytki z różnych stanowisk wyglądające do siebie podobnie, które mogły powstać w odstępach przekraczających nawet o sto i więcej lat, a my nie zawsze jesteśmy w stanie tę różnicę uchwycić – mówi na koniec Fraś. Choć metody badawcze są coraz lepsze i sądzę, że z czasem będzie to łatwiejsze, dlatego nie wolno wszystkiego przekopać i wydobyć już teraz. Następne pokolenia będą mogły zrobić to dokładniej, lepiej i sprawniej.
Warto o tym pamiętać, idąc dziś przez Wieliczkę. Ulica Janińska to nie tylko ulica, to wejście na stanowisko 112. Rynek to nie tylko plac, to warstwa pod którą leży inna, a pod nią jeszcze inna. Parking, na którym czeka się na autobus, stoi tam, gdzie kiedyś parował się nad ogniem roztwór solanki. Najbardziej znany na świecie Szyb Daniłowicza, miał w najbliższym otoczeniu źródło solankowe i stanowisko mieszkalno-warzelnicze. Miasto, które dziś kojarzy się przede wszystkim z podziemiami kopalni, przez dużo dłuższy czas swojej historii żyło wyłącznie na powierzchni. Przy wodzie, przy ogniu i przy pracy ludzi, którzy nie znali jeszcze słowa Wieliczka, ale już wiedzieli, że warto tu zostać.
ciąg dalszy w kolejnym wydaniu
Piotr Golonka
artykuł powstał na podstawie rozmowy z Kierownikiem Działu Archeologii MŻKW Jarosławem Frasiem oraz Studiów i materiałów do dziejów Żup Solnych w Polsce”
oraz podpisy
Fot.1
Fot.2
Fot.3
